Argentyna jest mistrzem świata. Zdobyła tytuł w Katarze w 2022 roku i przyjechała na Mundial 2026 w Stanach Zjednoczonych jako główna faworytka do powtórzenia tego wyczynu. Brzmi prosto. Problem w tym, że przez 64 lata żadnemu zespołowi nie udało się wygrać dwóch turniejów z rzędu. I każdy kolejny próbujący wychodzi z mundialu wcześniej, niż wszyscy się spodziewali.
Obrona mistrzowskiego tytułu przez Argentynę jest jednym z najczęściej komentowanych tematów przed turniejem. Kibice, media i eksperci śledzą każdy występ drużyny Lionela Scaloniego, analizując, czy obecny skład ma wszystko, czego potrzeba, aby przełamać historyczną barierę. Każdy wynik, uraz czy słabszy mecz natychmiast staje się tematem dyskusji, ponieważ stawka jest wyjątkowa – miejsce w historii światowego futbolu.
To zainteresowanie znajduje odzwierciedlenie również w świecie, który na bieżąco śledzi zakłady bukmacherskie. Kursy są stale aktualizowane w oparciu o formę drużyn, wyniki i oczekiwania ekspertów, a Argentyna pozostaje jednym z najwyżej ocenianych zespołów turnieju. Przykładowo w meczu z Algierią kurs na zwycięstwo Argentyny wynosi 1.40, podczas gdy remis wyceniany jest na 4.71, a wygrana Algierii na 7.95.
Przekleństwo mistrza. Historia, która musi niepokoić
Tylko dwa kraje w historii obroniły tytuł mistrza świata. Włochy wygrały w 1934 i 1938 roku jako pierwsza drużyna, która w ogóle tego dokonała. Brazylia powtórzyła ten wyczyn w 1958 i 1962 roku i jest jedynym zespołem, któremu udało się to osiągnąć w erze nowoczesnej piłki nożnej.
Od tamtego czasu minęły 64 lata. I każda drużyna, która przyjeżdżała na kolejny mundial jako obrońca trofeum, wychodziła z turnieju z poczuciem wstydu.
Francja wygrała w 1998 roku na własnym boisku, a cztery lata później w Korei i Japonii odpadła w fazie grupowej bez zdobycia choćby jednego gola. Włochy, triumfatorzy 2006 roku, w 2010 roku w Republice Południowej Afryki zajęły ostatnie miejsce w grupie z Paragwajem, Nową Zelandią i Słowacją.
Hiszpania, najlepsza drużyna swojej epoki, która wygrała trzy wielkie turnieje z rzędu, w 2014 roku w Brazylii przegrała z Holandią 1:5 w pierwszym meczu i odpadła po dwóch kolejkach. Niemcy, mistrzowie 2014 roku, w 2018 roku w Rosji skończyli ostatni w grupie po przegranej z Koreą Południową.
Wynik jest jednoznaczny: cztery z pięciu ostatnich obrońców tytułu odpadło w fazie grupowej. Jedynym wyjątkiem w XXI wieku była Brazylia w 2006 roku, która dotarła do ćwierćfinału.
To nie jest zbitek przypadków. To wzorzec.
Dlaczego mistrzom nie wychodzi obrona tytułu
Przyczyny są zawsze podobne, niezależnie od epoki i składu drużyny.
Kadra starzeje się o cztery lata. Zawodnicy, którzy w momencie triumfu byli w szczytowej formie, przyjeżdżają na kolejny mundial z większym bagażem kontuzji, mniejszą szybkością i mniejszą głodem zwycięstwa.
Włosi w 2010 roku wyglądali jak drużyna, która osiągnęła wszystko, co mogła osiągnąć. Niemcy w 2018 roku sprawiali wrażenie zespołu, który nigdy w pełni nie zrozumiał, że czas się zmienił.
Rywale odrabiają lekcje. Każda drużyna na świecie przez cztery lata analizuje mistrza. Każdy trener wie, jak grał zespół, który wygrał. Element zaskoczenia, który często pomaga faworytom w kluczowych momentach, znika.
Ciężar tytułu jest realny. Psychologiczna presja obrony mistrzowskiego statusu w krótkich, brutalnych turniejach knockoutowych ma swoje konsekwencje. Jedno potknięcie w fazie grupowej i turniej się kończy.
Co przemawia za Argentyną
Argentyna wchodzi w ten turniej z czymś, czego żaden z poprzednich obrońców nie miał: ciągłością.
Lionel Scaloni prowadzi drużynę od 2018 roku. Pod jego kierownictwem Argentyna wygrała Copa América 2021, Mistrzostwa Świata 2022 i Copa América 2024. Żaden inny obrońca tytułu w nowoczesnej historii piłki nożnej nie jechał na kolejny mundial z tym samym trenerem, tą samą filozofią i w zasadzie tym samym systemem gry. Ciągłość tego projektu jest unikalną przewagą.
Kwalifikacje były dominujące. Argentyna zakończyła eliminacje strefy CONMEBOL z 38 punktami z 18 meczów, dwunastoma zwycięstwami i potwierdziła awans już w marcu 2025 roku po rozbiciu Brazylii 4:1. W ostatnim oknie eliminacyjnym wygrała cztery z pięciu spotkań, tracąc zaledwie dwie bramki i strzelając jedenaście.
Skład łączy doświadczonych mistrzów z 2022 roku z nową falą młodych zawodników. Dwie trzecie składu z Kataru wróciło, a Scaloni uzupełnił go o świeże twarze, które zadebiutowały w Copa América 2024.
Taktyczna elastyczność to kolejna przewaga. Argentyna potrafi grać 4-3-3 oraz przełączyć się na defensywne ustawienie z pięcioma obrońcami w zależności od rywala. W meczach pucharowych, gdzie liczy się każdy szczegół, ta adaptacyjność była wielokrotnie decydująca.
Rywale w grupie i droga do finału
Argentyna trafiła do Grupy J razem z Algierią, Austrią i Jordanią. Na papierze to jeden z korzystniejszych możliwych losowań. Mecz otwarcia z Algierią odbywa się 16 czerwca w Kansas City, następnie Austria 22 czerwca w Dallas i Jordania 27 czerwca w Dallas.
Austria jest jednak rywalem, którego nie należy lekceważyć. Pod wodzą Ralfa Rangnicka Austriacy grają intensywnie, wysoko presują i potrafią wytrącić z rytmu każdego rywala. To będzie najtrudniejszy test grupowy dla obrońcy tytułu.
Układ bracket w tym rozszerzonym turnieju 48-drużynowym powoduje, że Argentyna i Hiszpania są trzymane po różnych stronach drabinki aż do finału 19 lipca na MetLife Stadium w New Jersey. Jeśli obie drużyny przejdą przez swoje ćwierćfinały i półfinały, zmierzą się po raz pierwszy w Nowym Jorku. Wcześniej potencjalne ćwierćfinałowe starcie z Portugalią jest realnym scenariuszem.
Czy to możliwe
Wzorzec historyczny jest jednoznaczny. Logika podpowiada sceptycyzm. Ale Argentyna 2026 jest inna od wszystkich poprzednich obrońców w jednym kluczowym aspekcie: nigdy wcześniej żaden team mistrzowski nie przyjeżdżał na kolejny mundial z tak długą serią sukcesów, taką ciągłością trenerską i takim zapleczem taktycznym.
Włosi w 2010 roku i Niemcy w 2018 roku nie mieli tego, co ma Argentyna teraz. Projekt Scaloniego nie jest drużyną na jeden turniej. To najdłużej utrzymujący się projekt sukcesu w argentyńskiej piłce od lat osiemdziesiątych.
Czy przekleństwo obrońcy tytułu zostanie przełamane po raz pierwszy od 1962 roku? Odpowiedź poznamy 19 lipca na MetLife Stadium.
